wtorek, 11 marca 2008

Dalsze zwiedzanie okolic Bangkoku






Znowu pobudka w srodku nocy (godz. 5.00) zeby wczesnie rano dotrzec na plywajacy targ pod Bangkokiem.



Prawde mowiac Tajlandia jednak troche nas rozczarowala (moze ta uwaga dotyczy tylko Bangkoku - zobaczymy) - Tajowie nastawieni sa maksymalnie na skuteczne dojenie turystow i nie odpuszcza zadnej sytuacji, zeby tego nie zrobic - stad obecnie kazdego mieszkanca traktujemy jako potencjalnego naciagacza, dopoki nie udowodni ze nim nie jest - moze to niesprawiedliwe podejscie, ale pozwala uniknac nieprzewidzianych kosztow i rozczarowan. Poruszanie sie po Bangkoku taksowka jest nieporozumieniem - 90% kierowcow nie mowi po angielsku, nie zna miasta i nie potrafi czytac mapy - gorzej, ze mimo iz nie wiedza gdzie jechac probuja cie tam zawiesc, co w ich przekonaniu jest szczytem uprzejmosci, a ciebie doprowadza do szczytu irytacji - dzisiaj trzy razy mielismy taka sytuacje i nasza nienawisc do tajlandzkich taksowkazy jest juz ugruntowana. Szczytem jest juz dwukrotna odmowa zawiezienia nas gdziekolwiek, bo im sie nie chcialo - to w takim razie po cholere sie w ogole zatrzymywal???!
Targ plywajacy tez nie zachwycil nas - jest to typowe miejsce nastawione na wciskanie turystom calej tej tajlandzkiej "cepeliady". Przez awarie autokaru - przedpoludniowa wycieczka przedluzyla nam sie do poznych godzin popoludniowych. Po poworcie do stolicy przeszlismy sie po centrum zdjedlismy obiad i powedrowalismy na Zlota Gore oraz nad rzeke, skad znowu taksowkarz nie potrafil odwiesc nas do hotelu, dzieki czemu czekal nas kolejny spacer - czyli w sumie na nogach bylismy dzisiaj 16 godzin.