niedziela, 16 marca 2008

Zasluzony wypoczynek nad morzem

Dzisiaj wreszcie po raz pierwszy w czasie calej naszej wycieczki mnie rowniez udalo sie wyspac - wygodne lozko, niezbyt upalna noc, a przede wszystkim zmeczenie po calodobowej podrozy zrobily swoje i zasnalem kamiennym snem.
Wczoraj, poniewaz wreszcie moglismy oddac sie prawdziwemu wakacyjnemu relaksowi i sprawdzic jakie rozrywki oferuje turystom tajski kurort nad Morzem Andamanskim, nie starczylo nam juz sil, zeby uzupelnic realcje z naszej wyprawy - dlatego dzisiaj nadrabiamy zaleglosci.
Podroz z Kanczanaburi nad morze rozpoczelismy od 2 godzinnej jazdy z nad rzeki Kwai do Bangkoku (startujac o 13.30) - niestety Tajlandia ma dosc dziwnie rozwiazana siec dorgowa, wiec jazda na poludnie nad morze, wymagala od nas przejazdu do Bangkoku. W stolicy znalezlismy sie okolo 15.30, po dosc meczacej jezdzie po brzegi wyladowanym busikiem (tak, ze pod nogami musielismy trzymac plecaki). Bagaze zlozylismy w siedzibie biura podrozy i korzystaja z ponad dwugodzinnej przerwie w podrozy poszlismy na spacer do mekki turystow w stolicy Bangkoku, czyli na ulice Kaosan. Tutaj poszwendalismy sie miedzy starganami, posiedzielismy w kafejce, zalatwilismy rezerwacje hotelu nad morzem i wrocilismy do biura przewoznika. Tam okazalo sie, ze do Phuket i w ogole na morze, wybiera sie z nami mnostwo innych turystow. O 18.30 przeszlismy na ulice przy ktore zatrzymuja sie autokary dalekobiezne. O 19 zapakowano nas do autobusu o teoretycznie podwyzszonym standardzie - tutaj nazywanego VIP bus - w srodku, o dziwo okazalo sie, ze nazwa prawie w pelni odpowiada oferowanym warunkom, bo nie dosc, ze kilmatyzowany i z przyzwoita toaltea, to autobus tan mial fotele rozkladane praktycznie do poziomu i dzieki zmniejszonej ilosci siedzen bardzo duza przestrzen na nogi.
Tak podrozowalismy do 5.30. Nigdy do tej pory nie spalem tak twardym snem w autobusie. Wszystko bylo by ok gdyby nie to, ze co jakis czas trafialy nam sie kilkunasto minutowe przerwy - niepotrzebne, bo wyrywajace tylko ze snu - bo nic kupowac nie zamierzalismy, skoro solidnie zaopatrzylismy sie na droge przed wyjazdem. O 5.30 dotarlismy do miejscowosci bedacej punktem przesiadkowym dla wszystkich osob jadacych na wybrzeze. Stad juz rozjezdzalismy sie w rozne strony - do Krabi, Phuket etc. innymi srodkami komunikacji (tuk-tukami, busikami, czy tez otwartymi pikapami. My musielimsy poczekac w biurze podrozy 1,5 h na kolejny transport do Phuket. O 7.00 wyruszylismy na kolejny 3 godzinny odcinek naszej podrozy do miejscowosci Phuket, na wyspie o tej samej nazwie. W busiku okazalo sie, ze z nami jedzie jeszcze 2 Polakow (co nie dziwilo nas juz wcale, bo naszych rodakow spotykamy doslownie wszedzie). Podroz do Phuket znowu przerwana bylo postojem na kilkanascie minut na jakims parkingu z lokalnymi smazalniami wszystkiego co da sie zmiescic na patelni :) W Phuket od razu zorganizowany zostal nam przejazd do Patong na wschodnim brzegu wyspy, gdzie zarezerwowalismy sobie noclegi, wiec po krotkiej przerwie wyrzuszlismy na ostatni (najkrotszy - ok. 20 min.) tego dnia etap podrozy. Do hotelu dotarlismy okolo godz. 11.00 brudni, smierdzacy, przepoceni, glodni, kompletnie wykonczeni, wiec postanowilismy wziasc tylko kompiel, rozpakowac rzeczy i po zjedzeniu posilku zalec na plazy. Co tez uczynilismy - wytaplalismy sie w morzu, rozpoczelismy doskonalenie naszej opalenizny, zjednilsmy obfity obiad z deserem i zasiedlismy do ogladania zachodu slonca na tarasie restauracji z drinkiem w kokosie.
Ceny na Phuket sa znacznie wyzsze niz w Bangkoku czy tym bardziej Kanchanaburi - od razu widac, ze jest to kurort nastawiony na dojenie turystow.
Obserwujac turystow zagranicznych w calej Tajlandii, od razu rzuca sie w oczy charakterystyczny widok - panowie podrozujacy samotnie lub w dwu osobowych zespolach, z reguly zatrudniaja sobie do towarzystwa na czas pobytu w tym kraju jakas ladna, mloda Tajke. Co ciekawe takie pary nikogo z miejscowych nie dziwia i sa zawsze serdecznie odbierane wszedzie tam gdzie sie zatrzymuja - widac korzysc jest obustronna Tajska przewodniczka moze skorzystac z opieki bogatego, zachodniego turysty, a miejsca w ktorych sie zatrzymuja zarabiaja dzieki temu, ze do nich prowdzi ona swojego tustyste.
Aha i musze to z czystym sumieniem przyznac, ze idea posiadaniu tu przy sobie ciagle malego reczniczka (do wycierania sie z potu) jest ze wszechmiar sluszna, bo jak sie okazuje takie cos maja ze soba rowniez miejscowi tak w Tajlandi, jak i w Kambodzy :)
Przy okazji zamieszczamy tez uproszczna mapke trasy naszeg zwiedzania:
1 - Singapur,
2 - Kuala Lumpur,
3 - Siem Reap,
4 - Bangkok,
5 - Ayutaya,
6 - Kanchanburi,
7- Patong.