środa, 5 marca 2008
Pierwsza wycieczka do Angkor Wat
Pogoda w Kambodzy wbrew obawom okazala sie bardzo przyjemna – jest upalnie, ale nie bardzo wilgotno, wiec mozna egzystowac normalnie.
Wreszcie chociaz troche odpoczelismy – po poludniu przespalismy glebokim snem kilka godzin. Po tej drzemce poszlismy na obiad, a potem rozpoczelismy zwiedzanie.
Dzisiaj mielismy przedsmak zwiedzania Angkor Wat – pojechalismy obejrzec tam zachod slonca – droga z hotelu do kompleksu swiatynnego zajela nam 20 min. W ogole stwierdzic nalezy, ze hotel nasz polozony jest w niezwykle diogodnym miejscu – i do glownej atrakcji turystycznej jak i do centrum Siem Reap jest z niego bardzo blisko. Jak mozna sie bylo tego spodziewac nawet w naszym hotelu spotkalismy Polakow (jak i w Siem Reap)
Wycieczka byla bardzo ciekawa, aczkolwiek wymagala wylania odrobiny potu, bo swiatynia polozona jest na wzgorzu. Sonce zachodzi tu bardzo wczesnie, bo juz o 18.30 byla noc. Na gorze i w drodze do niej spotkalismy tlumy turystow – Kambodza stala sie obecnie bardzo atrakcyjnym turystycznie miejscem.
Po calej okolicy poruszamy sie Tuk-tukiem – malym trzyosobowym pojazdem skladajacym sie ze skuterka i czteroosobowej krytej przyczepki. Nasz kierowca Paith widac, ze zna sie na swoim zawodzie, bo jezdzenie po Kambodzy do prostych zadan nie nalezy – we zasadzie na kazdej ulicy, a tym bardziej skrzyzowaniu panuje nieopisany balagan.
Po powrocie do hotelu zjedlismy kolacje, apotem ruszylismy w miasto. Co zaowocowalo kupieniem przez nas mnostwa niepotrzebnych rzeczy (potocznie nazywanych pamiatkami).
Mieszkancy Kambodzy to ludzie bardzo otwarci i mili – a co najwazniejsze nie staraja sie na sile wciskac czegos czego nie chcemy od nich kupic. Targowanie z nimi nie jest tak wyczerpujace jak z Arabami i najczesciej konczy sie satysfakcjonujaca dla nas cena :)
Co ciekawe w Kambodzy obowiazuja na rownych prawach dwie waluty – panstwowy Real i dolar amerykanski – ten ostatni myslelismy, ze jest tylko waluta turystyczna, ale okazalo sie, ze mozna dokonywac wyplat w lokalnych bankomatach wlasnie w ten walucie!
Podczas obiadu dziewczyny podpuscily mnie zebym rozgryzl malenka papryczke, ktora plywala w sosie mojej potrawy (na marginesie potrwa ta nazywala sie “Khmer Amok”) – w pierwszym momencie w zasadzie niczego nie poczulem, ale juz po chwili myslalem, ze po prostu sparalizowalo mi pol twarzy – do konca obiadu nie bylem juz w stanie wyczuc jakiegokolwiek smaku – oczywiscie nie przyznalem sie do tego przed nimi, bo musialem zgrywac twardziela.
Wreszcie chociaz troche odpoczelismy – po poludniu przespalismy glebokim snem kilka godzin. Po tej drzemce poszlismy na obiad, a potem rozpoczelismy zwiedzanie.
Dzisiaj mielismy przedsmak zwiedzania Angkor Wat – pojechalismy obejrzec tam zachod slonca – droga z hotelu do kompleksu swiatynnego zajela nam 20 min. W ogole stwierdzic nalezy, ze hotel nasz polozony jest w niezwykle diogodnym miejscu – i do glownej atrakcji turystycznej jak i do centrum Siem Reap jest z niego bardzo blisko. Jak mozna sie bylo tego spodziewac nawet w naszym hotelu spotkalismy Polakow (jak i w Siem Reap)
Wycieczka byla bardzo ciekawa, aczkolwiek wymagala wylania odrobiny potu, bo swiatynia polozona jest na wzgorzu. Sonce zachodzi tu bardzo wczesnie, bo juz o 18.30 byla noc. Na gorze i w drodze do niej spotkalismy tlumy turystow – Kambodza stala sie obecnie bardzo atrakcyjnym turystycznie miejscem.
Po calej okolicy poruszamy sie Tuk-tukiem – malym trzyosobowym pojazdem skladajacym sie ze skuterka i czteroosobowej krytej przyczepki. Nasz kierowca Paith widac, ze zna sie na swoim zawodzie, bo jezdzenie po Kambodzy do prostych zadan nie nalezy – we zasadzie na kazdej ulicy, a tym bardziej skrzyzowaniu panuje nieopisany balagan.
Po powrocie do hotelu zjedlismy kolacje, apotem ruszylismy w miasto. Co zaowocowalo kupieniem przez nas mnostwa niepotrzebnych rzeczy (potocznie nazywanych pamiatkami).
Mieszkancy Kambodzy to ludzie bardzo otwarci i mili – a co najwazniejsze nie staraja sie na sile wciskac czegos czego nie chcemy od nich kupic. Targowanie z nimi nie jest tak wyczerpujace jak z Arabami i najczesciej konczy sie satysfakcjonujaca dla nas cena :)
Co ciekawe w Kambodzy obowiazuja na rownych prawach dwie waluty – panstwowy Real i dolar amerykanski – ten ostatni myslelismy, ze jest tylko waluta turystyczna, ale okazalo sie, ze mozna dokonywac wyplat w lokalnych bankomatach wlasnie w ten walucie!
Podczas obiadu dziewczyny podpuscily mnie zebym rozgryzl malenka papryczke, ktora plywala w sosie mojej potrawy (na marginesie potrwa ta nazywala sie “Khmer Amok”) – w pierwszym momencie w zasadzie niczego nie poczulem, ale juz po chwili myslalem, ze po prostu sparalizowalo mi pol twarzy – do konca obiadu nie bylem juz w stanie wyczuc jakiegokolwiek smaku – oczywiscie nie przyznalem sie do tego przed nimi, bo musialem zgrywac twardziela.
Podroz koleja do Malezji - uzupelnienie
W uzupelnieniu naszego sprawozdania musimy jeszcze kilka slow powiedziec o dworcu w Singapurze i naszej podrozy koleja do Malezji.
Dworzec kolejowy w Singapurze jest podobno obiektem zabytkowy, ale chyba nizbyt starannie konserwowanyn. Bilety na wybrany przez nas pociag udalo nam sie nabyc bez problemu, a poniewaz do odjazdu mielismy sporo czasu, wiec postanowilismy zjesc sniadanie przez 7 godzinna podroza. Kupujac kanapki i herbate w arabskim barze, nieopatrznie przeoczylismy, ze ta ostatnia podawana jest zawsze z mlekiem skondensowanym, wiec niezaleznie od nas otrzynmalismy bawarke – ale okazala sie ona calkiem znosna w smaku, chociaz bardzo slodka.
Na samym peronie zaraz przed odjazdem pociagu odbyla sie kontrola paszportowa po stronie singapurskiej i tradycyjne trzepanie bagazy. Nastepnie zajelismy miejsca w prawie pustym pociagu – ktory mimo, ze mocno juz zuzyty okazal sie dosc wygodny (lotnicze siedzenia z duza przestrzenia miedzy rzedami i klimatyzowany).
Poniewaz bylismy zmeczeni po nieprzespanej nocy, wiec od razu zasnelismyn i efekcie bylismy sprawcami kilkunastominutowego opoznienia. Otoz na stacji granicznej miedzy Singapurem, a Malezja do wagonu wsiadl funkcjonariusz strazy granicznej i co sod nas chcial (czego niestety dlugo nie byl w stanie wyartykulowac) – w kocu kazal nam pojsc za soba. Okazalo sie, ze wszyscy pasazerowie sa juz w specjalnej znajdujacej sie na tej stacji hali odpraw, gdzie przechodza druga odprawe paszportowa, a w tym czasie pociag przeszukiwany jest na okolicznosc przemycania przez pasazerow narkotykow (patrol z psem). Po skonczonej kontroli wrocilismy do wagonu i poszlismy spac dalej.
Dworzec kolejowy w Singapurze jest podobno obiektem zabytkowy, ale chyba nizbyt starannie konserwowanyn. Bilety na wybrany przez nas pociag udalo nam sie nabyc bez problemu, a poniewaz do odjazdu mielismy sporo czasu, wiec postanowilismy zjesc sniadanie przez 7 godzinna podroza. Kupujac kanapki i herbate w arabskim barze, nieopatrznie przeoczylismy, ze ta ostatnia podawana jest zawsze z mlekiem skondensowanym, wiec niezaleznie od nas otrzynmalismy bawarke – ale okazala sie ona calkiem znosna w smaku, chociaz bardzo slodka.
Na samym peronie zaraz przed odjazdem pociagu odbyla sie kontrola paszportowa po stronie singapurskiej i tradycyjne trzepanie bagazy. Nastepnie zajelismy miejsca w prawie pustym pociagu – ktory mimo, ze mocno juz zuzyty okazal sie dosc wygodny (lotnicze siedzenia z duza przestrzenia miedzy rzedami i klimatyzowany).
Poniewaz bylismy zmeczeni po nieprzespanej nocy, wiec od razu zasnelismyn i efekcie bylismy sprawcami kilkunastominutowego opoznienia. Otoz na stacji granicznej miedzy Singapurem, a Malezja do wagonu wsiadl funkcjonariusz strazy granicznej i co sod nas chcial (czego niestety dlugo nie byl w stanie wyartykulowac) – w kocu kazal nam pojsc za soba. Okazalo sie, ze wszyscy pasazerowie sa juz w specjalnej znajdujacej sie na tej stacji hali odpraw, gdzie przechodza druga odprawe paszportowa, a w tym czasie pociag przeszukiwany jest na okolicznosc przemycania przez pasazerow narkotykow (patrol z psem). Po skonczonej kontroli wrocilismy do wagonu i poszlismy spac dalej.
Zalegla relacja cz.2
Wieczorem dotarlismy wreszcie z powrotem na dworzec kolejowy skad po zjedzeniu wspomnianej kolacji, udalismy sie na lotnisko (tam umowilismy sie, ze odbierze nas dyrektor naszego hotelu).
Rzeczywiscie chwile po naszym przybyciu pojawi sie Walter. Jak sie okazalo w pozniejszej rozmowie jest on Amerykaninem osiadlum w Kuala Lumpur, a hotel to nic innego jak jego luksusowa willa z pokojami przeznaczonymi do wynajmu. Przed drzwiami kazal zostawic nam buty! Wnetrze zaszokowalo nas swym luksusem (zwlaszcza w kontrascie do naszego singapusrkiego hostelu). Walter oddalil sie by przygotowac nam herbate, a my tymczsem glowilismy sie co nam do niej dosypie :)
Po dluzszej z nim rozmowie, zostal nam wreszcie pokazany nasz pokoj, gdzie moglismy sie rozgoscic. Od razu poszlismy sie doszorowac po calym dniu podrozowania i zwiedzania – a potem po wypiciu dobranockowego drinka, zapadlismy wreszcie w upragniony i blogi sen.
Ktory nie trwal jednak dlugo, gdyz juz o 4 rano musielismy zerwac sie by dotrzec na 5 na lotnisko przed wylotem do Kambodzy.
Na lotnisku w Kuala Lumpur po odprawie bagazowej i paszportowej, zjedlismy pierwsze sniadanie (w chwili gdy to piszemy, a jest 11.18 czasu lokalnego, jestesmy juz po trzecim). Na pokladzie samolotu zaserwowano nam kolejne sniadanie azjatyckie. Lot byl krotki, bardzo przyjemny. Kambodza z lotu ptaka wyglada jak totalnie niezamieszkaly kraj – jedna wielka dzungal. Lotnisko w Siem Reap jest uroczym malym budynkiem – widac, ze obsluguje bardzo mala ilosc lotw. Po otrzymaniu kolejnych stempli do paszportu udalismy sie do wyjscia, gdzie zatrzymali nas celnicy zadajacy krepujace pytania o jakis brakujacy formularz (jak sie okazalo deklaracje celna, ktora powinnismy otrzymac jeszcze w samolocie). Na szczescie problem szybko sie rozwiazal i moglismy opuscic wreszcie port lotniczy.
Kambodza przywitala nas znosna, przyjemna sloneczna pogoda – na szczescie okazalo sie, ze wilgotnosc nie jest tak duza jak sie spodziewalismy, wiec upal az tak dokuczliwy nie jest.
Do hotelu zawiezieni zostalismy riksza – co prawda bylo to nieco klopotliwe logistycznie (mala riksza, troje pasazerow, 6 plecakow), ale okazalo sie rozwiazaniem skutecznym.
Na miejscu okazalo sie, ze jestesmy traktowani z honorami przyslugujacymi niemalze delgacji rzadowej, a na pewno turystom dewizowym.
Pokoj okazal sie przytulny i dobrze urzadzony, natomiast w barze czekal na nas powitalny drink, ktory stal sie pretekstem do dalszego alkoholizowania sie i zjedzenia trzeciego sniadania.
W oczekiwaniu na przygotowanie naszego drugiego pokoju, postanowilismy chwile pospacerowac po najblizszej okolicy, a wieczorem udajemy sie na zwiedzanie polaczene z podziwianiem zachodu slonca nad Angkor Wat.
Rzeczywiscie chwile po naszym przybyciu pojawi sie Walter. Jak sie okazalo w pozniejszej rozmowie jest on Amerykaninem osiadlum w Kuala Lumpur, a hotel to nic innego jak jego luksusowa willa z pokojami przeznaczonymi do wynajmu. Przed drzwiami kazal zostawic nam buty! Wnetrze zaszokowalo nas swym luksusem (zwlaszcza w kontrascie do naszego singapusrkiego hostelu). Walter oddalil sie by przygotowac nam herbate, a my tymczsem glowilismy sie co nam do niej dosypie :)
Po dluzszej z nim rozmowie, zostal nam wreszcie pokazany nasz pokoj, gdzie moglismy sie rozgoscic. Od razu poszlismy sie doszorowac po calym dniu podrozowania i zwiedzania – a potem po wypiciu dobranockowego drinka, zapadlismy wreszcie w upragniony i blogi sen.
Ktory nie trwal jednak dlugo, gdyz juz o 4 rano musielismy zerwac sie by dotrzec na 5 na lotnisko przed wylotem do Kambodzy.
Na lotnisku w Kuala Lumpur po odprawie bagazowej i paszportowej, zjedlismy pierwsze sniadanie (w chwili gdy to piszemy, a jest 11.18 czasu lokalnego, jestesmy juz po trzecim). Na pokladzie samolotu zaserwowano nam kolejne sniadanie azjatyckie. Lot byl krotki, bardzo przyjemny. Kambodza z lotu ptaka wyglada jak totalnie niezamieszkaly kraj – jedna wielka dzungal. Lotnisko w Siem Reap jest uroczym malym budynkiem – widac, ze obsluguje bardzo mala ilosc lotw. Po otrzymaniu kolejnych stempli do paszportu udalismy sie do wyjscia, gdzie zatrzymali nas celnicy zadajacy krepujace pytania o jakis brakujacy formularz (jak sie okazalo deklaracje celna, ktora powinnismy otrzymac jeszcze w samolocie). Na szczescie problem szybko sie rozwiazal i moglismy opuscic wreszcie port lotniczy.
Kambodza przywitala nas znosna, przyjemna sloneczna pogoda – na szczescie okazalo sie, ze wilgotnosc nie jest tak duza jak sie spodziewalismy, wiec upal az tak dokuczliwy nie jest.
Do hotelu zawiezieni zostalismy riksza – co prawda bylo to nieco klopotliwe logistycznie (mala riksza, troje pasazerow, 6 plecakow), ale okazalo sie rozwiazaniem skutecznym.
Na miejscu okazalo sie, ze jestesmy traktowani z honorami przyslugujacymi niemalze delgacji rzadowej, a na pewno turystom dewizowym.
Pokoj okazal sie przytulny i dobrze urzadzony, natomiast w barze czekal na nas powitalny drink, ktory stal sie pretekstem do dalszego alkoholizowania sie i zjedzenia trzeciego sniadania.
W oczekiwaniu na przygotowanie naszego drugiego pokoju, postanowilismy chwile pospacerowac po najblizszej okolicy, a wieczorem udajemy sie na zwiedzanie polaczene z podziwianiem zachodu slonca nad Angkor Wat.
Zalegla relacja cz.1
Centrum miasta robi niesamowite wrazenie – gesto zabudowane drapaczami chmur (ktorych prawde mowiac w takich ilosciach spodziewalismy sie raczej w Singapurze ;)
Z pod wiezy telewizyjnej udalismy sie spacerem na poszukiwanie czegos do zjedzenia. Jednak poszukiwania przeciagnely sie na dalsze 4 godziny i zakonczyly totalnym fiaskiem (kolacje zjedlismy w jednej z dworcowych knajp). Po drodze zobaczylismy jeszcze Mardoka Square.
Z pod wiezy telewizyjnej udalismy sie spacerem na poszukiwanie czegos do zjedzenia. Jednak poszukiwania przeciagnely sie na dalsze 4 godziny i zakonczyly totalnym fiaskiem (kolacje zjedlismy w jednej z dworcowych knajp). Po drodze zobaczylismy jeszcze Mardoka Square.
Zalegle sprawozdanie
Wreszcie mamy szanse napisac cos wiecej po za skrotowymi realcjami przesylamymi z telefonu.
Powinno na naszym blogu pojawic sie kilka postow ktore wysylalismy dzisiaj z samego rana w trakcie podrozy do Kambodzy.
W sprawie sutenera chcielibysmy Was uspokoic: chyba nic niezaszlo, chociaz wszystkim rano bylo blogo :)
Waler okazal sie bardzo sympatycznym i otwartym czlowiekiem – chetnie sluzacym nam pomoca we wszytkich sprawach I to on oczywiscie dzisiaj o 5 rano odwiozl nas na lotnisko.
Teraz kilka slow o Kuala Lumpur. Miasto przywitalo nas pochmurna pogoda, ale bylo duszno i parno. Zaraz na dworcu pozbylismy sie bagazy i ruszylismy zdalnie sterowana kolejka miejska na zwiedzanie miasta. Z zalozenie caly spacer mial trwac dwie godziny…
Pierwsza atrakcja byly Petronas Towers, na ktore niestety wjechac nam sie nie udalo, gdyz nie bylo juz dla nas biletow – tam oczywiscie spotkalismy rodakow. Trudno nas jednak zniecheci, a poniewaz bardzo zalezalo nam na obejrzeniu panoramy miasta, wiec weszlismy na wieze telewizyjna.
Powinno na naszym blogu pojawic sie kilka postow ktore wysylalismy dzisiaj z samego rana w trakcie podrozy do Kambodzy.
W sprawie sutenera chcielibysmy Was uspokoic: chyba nic niezaszlo, chociaz wszystkim rano bylo blogo :)
Waler okazal sie bardzo sympatycznym i otwartym czlowiekiem – chetnie sluzacym nam pomoca we wszytkich sprawach I to on oczywiscie dzisiaj o 5 rano odwiozl nas na lotnisko.
Teraz kilka slow o Kuala Lumpur. Miasto przywitalo nas pochmurna pogoda, ale bylo duszno i parno. Zaraz na dworcu pozbylismy sie bagazy i ruszylismy zdalnie sterowana kolejka miejska na zwiedzanie miasta. Z zalozenie caly spacer mial trwac dwie godziny…
Pierwsza atrakcja byly Petronas Towers, na ktore niestety wjechac nam sie nie udalo, gdyz nie bylo juz dla nas biletow – tam oczywiscie spotkalismy rodakow. Trudno nas jednak zniecheci, a poniewaz bardzo zalezalo nam na obejrzeniu panoramy miasta, wiec weszlismy na wieze telewizyjna.
Wiadomosc wyslana z telefonu komorkowego o numerze 501500252
Lot krotki-po drobnych perturbacjach na lotnisku dotarlismy do hotelu,gdzie traktowani jestesmy niemal jak rzadowa delegacja!
Subskrybuj:
Posty (Atom)