środa, 5 marca 2008

Zalegla relacja cz.2







Wieczorem dotarlismy wreszcie z powrotem na dworzec kolejowy skad po zjedzeniu wspomnianej kolacji, udalismy sie na lotnisko (tam umowilismy sie, ze odbierze nas dyrektor naszego hotelu).
Rzeczywiscie chwile po naszym przybyciu pojawi sie Walter. Jak sie okazalo w pozniejszej rozmowie jest on Amerykaninem osiadlum w Kuala Lumpur, a hotel to nic innego jak jego luksusowa willa z pokojami przeznaczonymi do wynajmu. Przed drzwiami kazal zostawic nam buty! Wnetrze zaszokowalo nas swym luksusem (zwlaszcza w kontrascie do naszego singapusrkiego hostelu). Walter oddalil sie by przygotowac nam herbate, a my tymczsem glowilismy sie co nam do niej dosypie :)
Po dluzszej z nim rozmowie, zostal nam wreszcie pokazany nasz pokoj, gdzie moglismy sie rozgoscic. Od razu poszlismy sie doszorowac po calym dniu podrozowania i zwiedzania – a potem po wypiciu dobranockowego drinka, zapadlismy wreszcie w upragniony i blogi sen.
Ktory nie trwal jednak dlugo, gdyz juz o 4 rano musielismy zerwac sie by dotrzec na 5 na lotnisko przed wylotem do Kambodzy.
Na lotnisku w Kuala Lumpur po odprawie bagazowej i paszportowej, zjedlismy pierwsze sniadanie (w chwili gdy to piszemy, a jest 11.18 czasu lokalnego, jestesmy juz po trzecim). Na pokladzie samolotu zaserwowano nam kolejne sniadanie azjatyckie. Lot byl krotki, bardzo przyjemny. Kambodza z lotu ptaka wyglada jak totalnie niezamieszkaly kraj – jedna wielka dzungal. Lotnisko w Siem Reap jest uroczym malym budynkiem – widac, ze obsluguje bardzo mala ilosc lotw. Po otrzymaniu kolejnych stempli do paszportu udalismy sie do wyjscia, gdzie zatrzymali nas celnicy zadajacy krepujace pytania o jakis brakujacy formularz (jak sie okazalo deklaracje celna, ktora powinnismy otrzymac jeszcze w samolocie). Na szczescie problem szybko sie rozwiazal i moglismy opuscic wreszcie port lotniczy.
Kambodza przywitala nas znosna, przyjemna sloneczna pogoda – na szczescie okazalo sie, ze wilgotnosc nie jest tak duza jak sie spodziewalismy, wiec upal az tak dokuczliwy nie jest.
Do hotelu zawiezieni zostalismy riksza – co prawda bylo to nieco klopotliwe logistycznie (mala riksza, troje pasazerow, 6 plecakow), ale okazalo sie rozwiazaniem skutecznym.
Na miejscu okazalo sie, ze jestesmy traktowani z honorami przyslugujacymi niemalze delgacji rzadowej, a na pewno turystom dewizowym.
Pokoj okazal sie przytulny i dobrze urzadzony, natomiast w barze czekal na nas powitalny drink, ktory stal sie pretekstem do dalszego alkoholizowania sie i zjedzenia trzeciego sniadania.
W oczekiwaniu na przygotowanie naszego drugiego pokoju, postanowilismy chwile pospacerowac po najblizszej okolicy, a wieczorem udajemy sie na zwiedzanie polaczene z podziwianiem zachodu slonca nad Angkor Wat.

Brak komentarzy: