poniedziałek, 17 marca 2008

Rejs po Morzu Andamanskim

Dzis odbylismy wyprawe morska na archipelag tropikalnych wysp Phi Phi. Wczesnym rankiem (tradycyjnie sie nie wyspalismy) wyplynelismy z Phuket i po poltora godzinnym rejsie dotarlismy do malowniczej plazy Maya Bay, gdzie krecony byl film z Leonardo Di Caprio "Niebianska plaza". Tam odbylismy snurkowanie (od niemieckiego slowa Schnorhel - chrapy czyli urzadzenia do pobierania powietrza i oddawania spalin przez zanurzony okret podwodny). Bylo widac male rybki kolorowe, ktore bardzo chetnie zjadaly rzucany im chleb tostowy (ciekawe czy polski razowy tez by im smakowal - na marginesie wlasnie zaczyna nam juz brakowac smaku prawdziwego polskiego pieczywa).
Po wytaplaniu sie w zatoczce poplynelismy na rejs w okolo archipelagu, a po jego zakonczeniu usiedlismy do lunchu na plazy - ku naszemu zaskoczeniu bardzo dobremu i obfitemu. Po posilku panie udaly sie do SPA, a ja oddalem sie swojemu ulubionemu zajeciu czyli wlewaniu w siebie kolejnych piw w restauracji na plazy, z ksiazka w reku (zeby wygladac inteligentniej). Panie zostaly grutowanie wymasowane przez tajskie specjalistki od mazsazu i tak rozleniwione, ze zaraz po odbiciu od brzegu statku wiozacego nas w droge powrotna, usnely.
Wieczorem dokonalismy kapieli w morzu przy zachodzie slonca i poszlismy na kolacje.
Nie wiem czy pisalismy juz o tym wczesniej, ale niestety Tajlandia w sposob charakterystyczny smierdzi - kazdy kto byl tu juz wie o co chodzi - jest to smrod wyziewow kanalizacyjnych z otwartych studzienek - i czy to ekskluzywna ulica w Bangkoku, czy Kanchanaburi, czy tez nadmorski deptak w Patong wszedzie towarzyszy on zwiedzajacym.
Nauczylismy sie od Tajow poslugiwac sztuccami - wszystko jedza lyzka i widelcem (nie uzywajac noza) - widelec sluzy do nagarniania potraw na lyzke, ktora podaje pozywienie do ust - bardzo praktyczne i skuteczne rozwiazanie, ktore przypadlo nam do gustu!