Kuchnia kmerska jest bardzo smaczna, nie za ostra (jezeli nie przegryza sie malych czerwonych papryczek ;) ale przyprawiona zdecydowanie. Jedlismy oczywiscie sztandarowe lokalne danie “Khmerski amok” – wieprzowine, rybe i kurczaka w sosie orzechowym – potrawa ta bardzo przypadla nam do gustu, tak jak i potrawa z rosliny podobnej do cukinii / baklazana nazywanej “jajecznik”. Na hotelowe sniadanie otrzymujemy omlet z szynka, przypieczona bagietke (maja tu normalne pieczywo w odroznieniu od Singapuru i Malezji, gdzie jedzone jest pieczywo o smaku papieru i konsystencji waty).
W odpowiedzi na Pawla pytanie, z komentarza do poprzedniego postu, dotyczace piwa to ku naszej radosci tutejsze piwo “Angkor” sprzedawane jest w butelkach o satysfakcjonujacej pojemnosci 0,64 l :) Do piwa, co wazne gratisowo zawsze dodawane sa prazone w ciekawy sposob orzeszki ziemne. Koszt porzadnego posilku dla trzech osob, ktore jeszcze do tego lubia sobie popic wynosi okolo 9 dolarow za calosc.
Zabytki w Kambodzy, ktore stanowia o jej turystycznej atrakcyjnosci po za tym, ze sa wspaniale, to przede wszystkim nie sa w zasadzie w zaden sposob pilnowane – owszem przy wejsciu do kazdego obiektu stoja osoby zajmujace sie sprawdzaniem biletow, ale to jedyny personel. We wszystkich odwiedzanych przez nas miejscach, na kazdy z obiektow monza bylo sie wspinac, dotykac, drapac, wynosic co cenniejsze elementy etc. Z jednej strony nam jako zwiedzajacym bardzo sie to spodobalo, bo kazdy zabytek mozna bylo bardzo dokladnie poznac, ale z drugiej strony prawdopodobnie juz nie dlugo skonczy sie to ich kompletna dewastacja – z czym nie poradzi sobie wszechobecna tropikalna przyroda, zalatwi czlowiek. Dlatego tym bardziej cieszymy sie, ze udalo sie nam przyjechac do Kambodzy teraz, bo przypuszczamy, ze za 10 lat albo na wszyskie obiekty zabytkowe wstep bedzie dla turystow ograniczony, albo nie bedzie juz czego ogladac.
Dzisiaj zwiedzalismy dalsze swiatynie rozrzucone wokol tak zwanej “Wielkiej petli”, czyli bardziej oddalone od Siem Reap. Pogoda byla znacznie lepiej dostosowana do zwiedzania – bylo pochmurno (slonce pojawilo sie tylko kilka razy), wiec upal nie byl juz tak meczacy. Mimo przejechania wiekszego dystansu fizycznie nie czulismy sie juz tak wyczrpani jak w dniu wczorajszym. Widzielismy 7 bardzo ciekawych swiatyn – zwlaszcza ostatnia zrobila na nas tym razem najwieksze wrazenie, bo w jej mury powrastaly bardzo gleboko drzewa, co dawalo malownicze tlo do zdjec :)
Jako ukoronowanie naszej dzisiejszej wycieczki przelecielismy dzisiaj nad Angkor balonem – widok rewelacyjny.
Ruch drogowy w Kambodzy regulowany jest spontanicznie, wylacznie przez jego uzytkownikow – to znaczy, ze na przyklad wlaczajac sie do ruchu wystarczy zajac dowolnie wybrany pas jezdni – moze byc nawet pod prad i w sprzyjajacym momencie mozesz przejechac na wybrany przez ciebie. Wszyscy stosuja tu zasade bezwzglednego braku zaufania do pozostalych uzytkownikow drogi, wiec wypadki sa bardzo zadkie. Wszyscy poruszaja sie dosc wolno dzieki czemu moga szybko zareagowac na zmieniajaca sie na drodze sytuacje.
Potwierdza sie dzisiaj zasada, ze najczesciej napastowana przez handlujace dzieci osoba z naszej grupy jest Karolina, ktora nawet wczoraj wieczorem maly chlopiec objal za nogi zupelnie bezinteresownie :) Dzieki czemu na czas wyprawy dostala pseudonim Angelina Jolie – nie wykluczamy, ze wroci do Polski z kmerskim dzieckiem.
W odpowiedzi na Pawla pytanie, z komentarza do poprzedniego postu, dotyczace piwa to ku naszej radosci tutejsze piwo “Angkor” sprzedawane jest w butelkach o satysfakcjonujacej pojemnosci 0,64 l :) Do piwa, co wazne gratisowo zawsze dodawane sa prazone w ciekawy sposob orzeszki ziemne. Koszt porzadnego posilku dla trzech osob, ktore jeszcze do tego lubia sobie popic wynosi okolo 9 dolarow za calosc.
Zabytki w Kambodzy, ktore stanowia o jej turystycznej atrakcyjnosci po za tym, ze sa wspaniale, to przede wszystkim nie sa w zasadzie w zaden sposob pilnowane – owszem przy wejsciu do kazdego obiektu stoja osoby zajmujace sie sprawdzaniem biletow, ale to jedyny personel. We wszystkich odwiedzanych przez nas miejscach, na kazdy z obiektow monza bylo sie wspinac, dotykac, drapac, wynosic co cenniejsze elementy etc. Z jednej strony nam jako zwiedzajacym bardzo sie to spodobalo, bo kazdy zabytek mozna bylo bardzo dokladnie poznac, ale z drugiej strony prawdopodobnie juz nie dlugo skonczy sie to ich kompletna dewastacja – z czym nie poradzi sobie wszechobecna tropikalna przyroda, zalatwi czlowiek. Dlatego tym bardziej cieszymy sie, ze udalo sie nam przyjechac do Kambodzy teraz, bo przypuszczamy, ze za 10 lat albo na wszyskie obiekty zabytkowe wstep bedzie dla turystow ograniczony, albo nie bedzie juz czego ogladac.
Dzisiaj zwiedzalismy dalsze swiatynie rozrzucone wokol tak zwanej “Wielkiej petli”, czyli bardziej oddalone od Siem Reap. Pogoda byla znacznie lepiej dostosowana do zwiedzania – bylo pochmurno (slonce pojawilo sie tylko kilka razy), wiec upal nie byl juz tak meczacy. Mimo przejechania wiekszego dystansu fizycznie nie czulismy sie juz tak wyczrpani jak w dniu wczorajszym. Widzielismy 7 bardzo ciekawych swiatyn – zwlaszcza ostatnia zrobila na nas tym razem najwieksze wrazenie, bo w jej mury powrastaly bardzo gleboko drzewa, co dawalo malownicze tlo do zdjec :)
Jako ukoronowanie naszej dzisiejszej wycieczki przelecielismy dzisiaj nad Angkor balonem – widok rewelacyjny.
Ruch drogowy w Kambodzy regulowany jest spontanicznie, wylacznie przez jego uzytkownikow – to znaczy, ze na przyklad wlaczajac sie do ruchu wystarczy zajac dowolnie wybrany pas jezdni – moze byc nawet pod prad i w sprzyjajacym momencie mozesz przejechac na wybrany przez ciebie. Wszyscy stosuja tu zasade bezwzglednego braku zaufania do pozostalych uzytkownikow drogi, wiec wypadki sa bardzo zadkie. Wszyscy poruszaja sie dosc wolno dzieki czemu moga szybko zareagowac na zmieniajaca sie na drodze sytuacje.
Potwierdza sie dzisiaj zasada, ze najczesciej napastowana przez handlujace dzieci osoba z naszej grupy jest Karolina, ktora nawet wczoraj wieczorem maly chlopiec objal za nogi zupelnie bezinteresownie :) Dzieki czemu na czas wyprawy dostala pseudonim Angelina Jolie – nie wykluczamy, ze wroci do Polski z kmerskim dzieckiem.
1 komentarz:
Mam gleboka nadzieje iz pod koniec Waszej wedrowki po Dalekim Wschodzie zamiescicie mape z wytyczona trasa przebytej podrozy! Tak bardzo podoba mi sie krajobraz, kolory, i w ogole wszystko co ujeliscie na zdjeciach- ze mam nadzieje w niedlugim czasie pojsc w Wasze slady;)Ania.S.
Karolina, liczymy ze przyjedziesz do Nas z malym slicznym dzieckiem przyczepionym do nogi;)
Pozdrowienia od stesknionego Karolina's team;)
Ania, Pati, Jack, Aleks, Luck;)
Prześlij komentarz