Singapur przywital nas znosna pogoda - 27 st. C i pocmurno - a wiec szok klimatyczny nie byl wielki. Szok po zmianie strefy czasowej tez jeszcze nas nie dopadl i zaraz po przybyciu z lotniska do hostelu (o ktorym bedzie za chwile), okolo 20.00 tutejszego czasu udalismy sie na wieczorne zwiedzanie miasta.
Poniewaz zakwaterowalismy sie niedaleko od centrum, wiec do wszystkich najwazniejszych miejsc, ktore chcielismy zobaczyc dotarlismy pieszo - zabralo nam to okolo 5 godzin, podczas ktorych zjedlismy oczywiscie rowniez kolacje :)
Singapur jest miastem bardzo ciekawym i wbrew moim oczekiwaniom wysoka zabudowa wcale nie dominije (przynajmniej w tej czesci miasta ktora zdazylismy odwiedzic). Mieszkancy nie sa nachalni, ale za to sympatyczni. Jedyna wada to wysokie ceny :(
Znalezlismy kluczowe na turystycznej mapie Singapuru miejsce z szeregiem nocnych lokali rozrywkowych nad brzegiem rzeki (gdzie jest dzieki temu znacznie chlodniej).
Nasz hostel zapewnia nam podstawowe warunki bytowe (wiec dobrze, ze spedzimy w nim na razie tylko jedna noc :) - prycze sa dosc chybotliwe, wiec istnieje obawa spania na ich gornej kondygnacji - ale i tak nie zanosi sie zebysmy przespali na nich wiecej jak 5 godzin :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Jak tam spanko na pryczach? Czy śpiworki były już konieczne? Oby nie!
Jak to mają tam -27 st.C, no niesamowite ;-))))
Jesli chodzi o rozeznanie w miejskiej dzungli - polecam Karolcie :)
Ona wie jak w 5 godzin skutecznie zwiedzic miasto w poszukiwaniu tego jedynego lokalu ;)))
Asiu, dopiero teraz pierwszy raz zajrzalam na Waszego bloga, super wyglada!!! juz zazdroszcze pogody, temperatury i nawet tych chybotliwych pryczek, pozdrowka dla pozostalych uczestnikow i trzymam kciuki:) beda zdjecia?
Malgosia
Prześlij komentarz