Bangkok obecnie na szczescie nie jest bardzo zakorkowany - nie bardziej niz Warszawa - a mielismy okazje poruszac sie po nim w godzinach szczytu porannego i popoludniowego. Odkrylismy, ze transport publiczny (taksowki, podniebna kolej etc.) jest znacznie tanszy niz popularne tuk-tuki, ktorych kierowcy sa zwyklymi naciagaczami, zdecydowanymi doic na kazdym kroku turystow (mozliwosc nogocjacji cen z nimi to bzdura – zawsze rzucaja cene zaporowa, z ktorej nie chce schodzic (przyklad: za przejazd na odcinku, za ktory w taksowce zaplacilismy 80 batow, kierowca tuk-tuka zadal 200 batow, a jak zaproponowalismy mu 100 batow za kurs to bez sklowa odjechal – stad ludzie ci stracili juz nasza sympatie) – pomijajac juz, ze nie znaja miasta po ktorym jezdza I trzeba uwazac gdzie nas zawoza.
Zastanawia nas spoleczna funkcja mnichow buddyjskich - wedle literatury, to ludzie zyjacy w ascezie, srodki do zycia otrzymujacy z darowizn innych ludzi - jak w takim razie do takie wizerunku ma sie poslugiwanie sie przez nich nowoczesnymi aparatmi fotograficznymi, telefonami komorkowymi czy kupowanie imperialistycznych napojow gazowanych (Pepsi-Cola) na ulicy?(aha, co do mnichow to zabronili nam siadac obok nich na promie, bo podobno nie wolno sie do nich dotykac - to dopiero bzdura, zwlaszcza, ze to oni dosiedli sie do nas a nie my do nich).
Dzis z samego rana jak we wczesniejszym poscie napisalismy, udalismy sie do Ayuttayi (75 km od stolicy), by obejrzec ruiny czterech swiatyn buddyjskich. Przejazd na dworzec autobusowy, a nastepnie na miejsce, okazal sie sprawa zupelnie nieskomplikowana. Ku naszemu rozczarowaniu odnieslismy wrazenie, ze na prowincji Bangkoku jest znacznie gorecej niz w samym miescie. Zwiedzaniew zwiazku z tym okazalo sie dosc meczace. Ale warto bylo, bo zabytki okazaly sie bardzo ciekawe i przede wszystkim malownicze. A w restauracji obok jednej ze swiatyn serwowana byla swietna herbata z lodem.
Zglodniali i wymeczeni poznym popoludniem wrocilismy do Bangkoku, gdzie w pierwszej kolejnosci rzucilismy sie na poszukiwanie jedzenia. Dzis pierwsz raz w zyciu Michal jadl sushi i bardzo przypadlo mu ono do gustu :)
Wrazenia nasze po dwoch dniach zwiedzania stolicy Tajlandii mocno ewoluowaly. Pierwszego wieczoru po przyjezdzie nie ukrywam, ze bylismy mocno rozczarowani – wszechobecny smrod kanalizacji mieszajacy sie z wyziewami gastronomicznymi i potegowany przez upal mocno nas zniechecil. Jednak nastepnego dnia, gdy zaczelismy odkrywac poszczegolne atrakcje zainteresowanie nasze tym miastem zaczelo wzrastac I teraz podoba nam sie do tego stopnia, ze postanowilismy przedluzyc w nim nasz pobyt o jeden dzien, a wiec jeszcze jutro stad nie wyjedziemy.
A teraz kilka zaleglych zdjec z wczoraj :)


Zastanawia nas spoleczna funkcja mnichow buddyjskich - wedle literatury, to ludzie zyjacy w ascezie, srodki do zycia otrzymujacy z darowizn innych ludzi - jak w takim razie do takie wizerunku ma sie poslugiwanie sie przez nich nowoczesnymi aparatmi fotograficznymi, telefonami komorkowymi czy kupowanie imperialistycznych napojow gazowanych (Pepsi-Cola) na ulicy?(aha, co do mnichow to zabronili nam siadac obok nich na promie, bo podobno nie wolno sie do nich dotykac - to dopiero bzdura, zwlaszcza, ze to oni dosiedli sie do nas a nie my do nich).
Dzis z samego rana jak we wczesniejszym poscie napisalismy, udalismy sie do Ayuttayi (75 km od stolicy), by obejrzec ruiny czterech swiatyn buddyjskich. Przejazd na dworzec autobusowy, a nastepnie na miejsce, okazal sie sprawa zupelnie nieskomplikowana. Ku naszemu rozczarowaniu odnieslismy wrazenie, ze na prowincji Bangkoku jest znacznie gorecej niz w samym miescie. Zwiedzaniew zwiazku z tym okazalo sie dosc meczace. Ale warto bylo, bo zabytki okazaly sie bardzo ciekawe i przede wszystkim malownicze. A w restauracji obok jednej ze swiatyn serwowana byla swietna herbata z lodem.
Zglodniali i wymeczeni poznym popoludniem wrocilismy do Bangkoku, gdzie w pierwszej kolejnosci rzucilismy sie na poszukiwanie jedzenia. Dzis pierwsz raz w zyciu Michal jadl sushi i bardzo przypadlo mu ono do gustu :)
Wrazenia nasze po dwoch dniach zwiedzania stolicy Tajlandii mocno ewoluowaly. Pierwszego wieczoru po przyjezdzie nie ukrywam, ze bylismy mocno rozczarowani – wszechobecny smrod kanalizacji mieszajacy sie z wyziewami gastronomicznymi i potegowany przez upal mocno nas zniechecil. Jednak nastepnego dnia, gdy zaczelismy odkrywac poszczegolne atrakcje zainteresowanie nasze tym miastem zaczelo wzrastac I teraz podoba nam sie do tego stopnia, ze postanowilismy przedluzyc w nim nasz pobyt o jeden dzien, a wiec jeszcze jutro stad nie wyjedziemy.
A teraz kilka zaleglych zdjec z wczoraj :)
3 komentarze:
Zazdoszę, a teraz czy na północ w góry, czy nad morze, polecam Pattaye, z Bangkoku łatwy dojazd , a z Pattay fajne wycieki jednodniowe na wyspy.
jedzenie poraz pierwszy sushi w towarzystwie Karoliny jest przezyciem bezcennym i pozostaje w pamieci na zawsze...tak bylo przynajmniej w moim przypadku :)
Good dispatch and this post helped me alot in my college assignement. Thanks you as your information.
Prześlij komentarz